Jerzmanowice


Z dziejów parafii

 
1918 – 2018 Stulecie odzyskania niepodległości – udział naszych parafian: JAN ADAMCZYK cz. II

 

  

Obelisk z tablicą na jerzmanowickim cmentarzu, przed którym zapalamy znicze za osoby poległe, lub pomordowane za naszą Ojczyznę, które nie mają mogił.
Fot. Z. Krzystanek

W związku ze zbliżającą się setną rocznicą odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę, w poprzednim numerze NATANAELA opublikowaliśmy opis rozpoczęcia w 1919 r. przez braci Jana i Piotra Adamczyków z Jerzmanowic służby wojskowej w 11 pułku piechoty.
Ten pułk, utworzony w Zagłębiu Dąbrowskim, początkowo bronił linii demarkacyjnej pomiędzy Polską i Niemcami na Śląsku, a następnie bronił przed zajęciem dalszej części Śląska przez Czechów po aneksji Zaolzia. Dobrze uzbrojony we francuską broń maszynową i przeszkolony 11 pułkpiechoty został przegrupowany na wschodnie rubieże kraju, gdzie było największe zagrożenie bolszewickie.
W lutym, 1920 r. rozpoczął się postój w Równem, w trakcie którego dokonywano wypadów na tyły nieprzyjaciela celem rozpoznania jednostek armii rosyjskiej i niedopuszczenia do jej koncentracji. Bracia Adamczykowie brali w tym czynny udział. Jan jako amunicyjny, obsługiwał ckm. Grupa wypadowa z udziałem kompanii ckm pod dowództwem majora Aleksandra Zawadzkiego została skierowana 1 kwietnia 1920 r. na wschód w celu zajęcia wsi Staryki i Czernica. Po krótkiej walce, 2 kwietnia, zdobyto całą baterię z zaprzęgiem, 13 Karabinów m a s z y n o -wych i około 200 jeńców. N a s t ę p n i e pułk wycofał się do Zwiahla, na czele z maszerującymi jeńcami i zdobytą baterią.
W rozkazie dziennym dowódca napisał, że to zwycięstwo okryło pułk sławą i złożył podziękowanie wszystkim oficerom i szeregowym za waleczność i męstwo oraz zapewnił, że imiona tych, którzy życiem okupili to zwycięstwo będą zapisane w historii pułku. Cześć ich pamięci. Bracia Adamczykowie wrócili tym razem z tego wypadu bez uszczerbku na zdrowiu.
W następnym dniu, w Niedzielę Wielkanocną, do całego pułku zgromadzonego w Równem, przemówił dowódca frontu gen. Listowski, dziękując za ten wspaniały czyn wzniósł okrzyk na cześć 11 pułku. Taki to był jego chrzest bojowy.
Jeden z batalionów tego pułku 8 kwietnia rozbił zgrupowanie nie-przyjaciela, zdobywając 3 ckm-y, kilkaset karabinów, 2 wozy z amunicją, kancelarię pułkową i pojmał 40 jeńców.
Wódz Naczelny, Józef Piłsudski, w celu utworzenia samodzielnej Ukrainy, bo tylko Polska wspomagała Ukrainę, wydał rozkaz powołania grupy pod dowództwem gen. Rydza – Śmigłego (z 11 pułkiem piechoty), która 24 kwietnia 1920 r. rozpoczęła natarcie na Kijów. Do Radomyśla wkroczył 28 kwietnia, a 9 maja był już w Chwastowie.
Już pod koniec maja 11 pułk skierowano do Białej Cerkwi, gdzie w ciężkich walkach, w Kontrataku zajął kilka wsi i stację k o l e j o w ą Sucholasy. N i e s t e t y, w tych walkach Pod K i j o w e m poległ Piotr Adamczyk. Miał 23 lata. Jest jednym z wielu naszych parafian, którzy oddali życie za Ojczyznę i nie mają mogiły. Na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie istnieje tablica z napisem: „KIJÓW 7.V. – 11.VII.1920” dla upamiętnienia tych nieznanych żołnierzy, w tym również Piotra Adamczyka.
Na naszym cmentarzu jest piękny obelisk dla uczczenia takich osób.
Cały kraj, w tym rodziny i narzeczone, opłakiwał 60 tysięcy poległych żołnierzy w tej wojnie z bolszewikami. W czasach wojennych w piosence „Białe róże” śpiewano:Tam pod jarem, gdzie w ataku padł Wyrósł na mogile białej róży kwiat.
Niestety, ale już 5 czerwca, konna armia Siemiona Budionnego przedarła się przez front polski pod Samhrodkiem i skierowała się na tyły polskich wojsk w rejonie Berdyczowa i Żytomierza, zachodziła obawa odcięcia polskiemu wojsku drogi odwrotu z Kijowa.
O dalszych zmaganiach 11 pułku piechoty w walce z bolszewikami napiszę w następnym numerze NATANAELA.

PROŚBA
Do Czytelników NATANAELA kieruję serdeczną prośbę o wypożyczenie posiadanych dokumentów, fotografii, listów, odznaczeń, związanych z wojną polsko-bolszewicką. Ich fotografie opublikujemy na łamach miesięcznika w hołdzie naszym bliskim.

Zygmunt Krzystanek

   

Fragmenty książeczki wojskowej Jana Adamczyka. W tych czasach zamiast zdjęcia posługiwano się odciskiem kciuka, ponieważ wykonanie zdjęcia było zbyt kosztowne.

 
Z dziejów parafii

Stulecie odzyskania niepodległości – udział naszych parafian
JAN ADAMCZYK

 

 

 Jan Adamczyk na fotografii po lewej stronie

Jesteśmy już w Roku Pańskim 2017 i zbliżamy się do uczczenia doniosłej rocznicy stulecia odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli . Niestety, nikt nam jej nie przyniósł gotowej na tacy, musieliśmy sami ją sobie wywalczyć. 11 listopada 1918 r. zostało ogłoszone powstanie Państwa Polskiego, które jednak nie miało ustalonych granic na wschodzie, zachodzie i południu. Wszystkie te granice należało dopiero wyznaczyć przy pomocy oręża, ponieważ żaden sąsiad w drodze negocjacji nie zamierzał zwrócić zagrabionych polskich terenów. Te zadania musieli spełnić polscy żołnierze, którzy rekrutowali się również z naszej parafii.

Dzięki udostępnieniu przez Pana Edwarda Adamczyka osobistych dokumentów jego ojca Jana Adamczyka, możemy poznać dzieje jednej z osób żyjących w tych przełomowych dla naszej Ojczyzny czasach. Ten artykuł pragnę poświęcić Janowi Adamczykowi z Jerzmanowic, trzeba mieć jednak na uwadze, że podobne losy wojenne były również udziałem osób z Łaz i Gotkowic.

 Wyciąg z ewidencji ludności całej rodziny Adamczyków:
ojciec Jan, matka Franciszka, ich pięć córek i dwóch
synów: Piotr, ur. 5 lutego 1897 r. i Jan, ur.8 lutego 1899 r.

Jan Adamczyk urodził się 8 lutego 1899 r. w Jerzmanowicach. Ukończył jeden oddział szkoły powszechnej, taki był poziom oświaty w czasie zaborów. Do wojska, wraz ze swoim starszym bratem Piotrem, został powołany 4 lipca 1919 r. przez P.K.U. Będzin i następnie wcielony do Batalionu Zapasowego 11 Pułku Piechoty. Narodziny tego pułku odbyły się w Dąbrowie Górniczej jeszcze w czasach okupacji niemieckiej. Wówczas działał tam V okręg POW, którego komendantem był oficer I Brygady Legionów ppor.

  

Zdjęcia przedstawiają fragmenty książeczki wojskowej Jana Adamczyka

Władysław Wąsik. Komenda mieściła się na kopalni „Niwka” i „Kazimierz”. Już 1 listopada 1918 r. legioniści i „peowiacy” zajęli koszary niemieckiego 13. Batalionu Strzelców Polnych. Do nich przyłączyli się Polacy, którzy służyli w tym batalionie, co umożliwiło powstanie dwóch kompanii, które już 3 listopada złożyły ślubowanie przed dowódcą ppłk. Witoldem Filipowskim. Oswobodzono Będzin, a po ponad dwóch m i e s i ą c a c h u t w o r z o n o już dwa bataliony: „Dąbrowa Górnicza” i „Będzin”. P i e r w s z y rozkaz dzienny 11 pułku ukazał się 27 stycznia 1919 r. Wiosną zorganizowano III batalion. 25 maja pułk otrzymał zadanie obsadzenia granicy demarkacyjnej na Górnym Śląsku, od Koziegłów do Modrzejowa, a następnie od Rudnika Wielkiego do Siedlca. Gdy bracia Adamczykowie już tam byli, pułk został przewieziony na front południowo – zachodni. Po miesięcznym okresie, jego uzbrojeniu we francuską broń maszynową i szkoleniu żołnierzy (Jan Adamczyk został amunicyjnym przy obsłudze ckm), 11 pułk 4 października zajął odcinek od Mostów do niemieckiej granicy przy ujściu Olzy do Odry. Celem pułku była ewentualna obrona przed napadem Czechów, którzy już 23 stycznia 1919 r. zajęli Zaolzie, gdzie mieszkało ponad 100 tys. Polaków. Następnym zadaniem było przygotowanie plebiscytu na Śląsku Cieszyńskim, który to plebiscyt nie doszedł do skutku wskutek opozycji strony czeskiej. Dopiero 2 lutego 1920 r. nastąpiło przekazanie tego odcinka milicji śląskiej i z rejonu Białej pułk marszem pieszym przegrupował się do Krakowa, ponieważ od wschodu zagrażało nam śmiertelne niebezpieczeństwo. Po kilku dniach, uzupełnieniu braków, 11 pułk pod dowództwem ppłk. Edwarda Reymana, który następnie przekazał dowództwo majorowi Aleksandrowi Zawadzkiemu (w PRL – u był on Przewodniczącym Rady Państwa w latach 1952 – 64, jednak w opisywanych czasach jeszcze nie był komunistą), został przewieziony koleją na front przeciwsowiecki. Wyładowanie nastąpiło w Równem 28 lutego. Tam pułk pozostał jako odwód frontu wołyńskiego. Zmagania frontowe 11 pułku, w którym znaleźli się bracia Adamczykowie, będą tematem następnego artykułu w kolejnym NATANAELU.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii


Związki małżeńskie

Już od 30 numeru NATANAELA Szanowni Czytelnicy są zapoznawani z parafialną statystyką najważniejszych wydarzeń, takich jak chrzty, śluby i zgony.
Tym artykułem pragnę pogłębić temat związków małżeńskich zawieranych w naszej Parafii, a po części również w naszej Gminie.
Jak wiadomo prawo dopuszcza zawierania ślubów kościelnych – konkordatowych lub ślubów cywilnych, jako równoprawnych (do 1998 r. prawo uznawało tylko śluby cywilne). Obecnie wybór rodzaju ślubu należy do nowożeńców. Powszechnie przyjmuje się, że osoby niewierzące decydują się na ślub cywilny, natomiast wierzące – ślub kościelny.
Część osób dopatruje się w ślubie cywilnym pewnych zalet, a mianowicie: krótszy termin przygotowań na jego zawarcie, czyli miesiąc, stosunkowo niskie koszty, czyli 84 zł. za akt małżeński, chyba, że ktoś sobie życzy aby ta uroczystość odbyła się nie w gminnej sali konferencyjnej, bo z wiadomych względów Gmina nasza nie dysponuje Pałacem Ślubów, a gdzieś w plenerze lub restauracji, to wówczas dochodzi dodatkowa opłata w wysokości 1000 zł. Przy okazji można tam zorganizować przyjęcie weselne.
Ze ślubem kościelnym związanych jest znacznie więcej formalności. Oprócz  dokumentów takich, jakie są niezbędne przy ślubie cywilnym, musi być jeszcze przedłożona metryka Chrztu św. z adnotacją o bierzmowaniu, świadectwo kursu przedmałżeńskiego i wizyty w poradni rodzinnej, oraz protokół przedślubny i zapowiedzi, ewentualnie jeszcze licencja na ślub w innej parafii. Śluby kościelne mogą być udzielane w kościele parafialnym, a od pewnego czasu również w kaplicach w Łazach i Gotkowicach. W dzisiejszych czasach ta uroczystość odbywa się w soboty, natomiast starsze pokolenie pamięta, że śluby kościelne były udzielane wyłącznie w niedziele, aby biesiadnicy mogli być obecni na niedzielnej Mszy św.
Aby mieć pogląd na to, jak się kształtują proporcje ślubów kościelnych w naszej parafii i gminie do ślubów cywilnych, przytaczam trochę danych statystycznych z ostatnich siedmiu lat.
Występują drobne różnice ilościowe pomiędzy danymi Kancelarii Parafialnej i Urzędem Stanu Cywilnego Gminy, które mogą wynikać z tego, że niektóre śluby kościelne mogły być udzielane osobom nie zameldowanym w naszej Gminie.
Według niektórych publikatorów przed czterema laty tylko 30% ślubów było cywilnych, a obecnie to już połowa. Z powyższej statystyki wynika, że w naszym regionie dane świadczą na korzyść ślubów kościelnych, chociaż jest tendencja wzrostu ilości ślubów cywilnych.
Dostrzegalne są również różnice wieku nowożeńców na przestrzeni czasu. W latach dziewięćdziesiątych średnia wieku mężczyzn wynosiła ok. 25 lat, a obecnie już 28, natomiast dla kobiet było to ok. 23, a teraz już ok. 26 lat.
Ślub kościelny, czyli Sakrament Małżeński obowiązuje do końca życia małżonków, nie istnieje możliwość rozwodu. Z ważnych przyczyn może nastąpić tylko jego unieważnienie. Nawet gdy władze świeckie udzielą rozwodu, co w naszej Parafii również ma miejsce, przez władze kościelne rozwód nie jest uznawany i w oczach Kościoła poślubieni nadal są małżeństwem. Papież Franciszek kładzie nacisk na to, że ludzie których małżeństwa się rozpadły nie są obcy w Kościele. Dobrze, aby szukali w nim swojego miejsca, znajdowali je i nie oddalali się od Wspólnoty Wierzących.
Ślub cywilny, który trwa 15 minut i kosztuje 84 zł niektórzy traktują jako związek partnerski – wprawdzie zawarty na nieokreślony czas, ale z opcją zakończenia, co ma miejsce najczęściej w razie zaistnienia głębszego kryzysu małżeńskiego. Konsekwencje rozpadu maleństwa są fatalne dla współmałżonków, a szczególnie dla ich dzieci.
Jest jeszcze grupa ludzi żyjących w tzw. konkubinatach, tj. bez zawierania jakiegokolwiek ślubu. Trend na wspólne zamieszkanie przed ślubem również występuje w naszej Parafii, ale to osobny temat.
Na zakończenie pragnę podziękować Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego naszej Gminy, Pani mgr Iwonie Piwowarczyk za udostępnienie danych statystycznych zawartych w tym artykule.

Pani Maria Durbas w swoim cyklu artykułów ilustruje fotografiami doniosłe wydarzenia jakimi są śluby naszych parafian, aby je ocalić od zapomnienia.

 

2010

2011

2012

2013

2014

2015

2016

Jerzmanowice

22

15

20

10

10

17

17

Łazy

1

1

2

2

Gotkowice

1

1

1

Gmina Jerzmanowice-Przeginia

Śluby
kościelne

74

63

63

55

62

64

76

Śluby
cywilne

7

6

5

8

4

9

13

% udział ślubów
cywilnych

9,5

9,5

7,9

14,5

6,5

14,1

17,1

UWAGA: Rok 2016 nie obejmuje ostatnich tygodni

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

Dominicantes – udział wiernych we Mszach świętych
 

W niedzielę, 16 października br. odbyło się coroczne liczenie wiernych uczestniczących w Mszach św. Dzięki uprzejmości Proboszcza ks. Kazimierza Szczęsnego, który udostępnił efekt tego liczenia, mogę przekazać jak my, członkowie Parafii Jerzmanowice, wywiązujemy się z obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii.
Oprócz obecności, czyli Dominicantes, dowiemy się również coś na temat Communicantes, czyli ilości wiernych przystępujących do Komunii św. Na wstępie przytoczę trochę liczb ogólnopolskich z roku 2014, abyśmy mieli skalę porównawczą z naszą parafią. Otóż obowiązkiem wszystkich ochrzczonych jest udział w niedzielnej i świątecznej Mszy św., za wyjątkiem dzieci do lat 7 i osób chorych oraz w podeszłym wieku. Te wyjątki stanowią ok. 18 proc. wiernych, czyli na 82 proc. ten obowiązek spoczywa. W omawianym roku 2014 w Polsce było 39,1 proc. obecnych (Dominicantes, w skrócie D) i 16,3 proc. przystępujących do Komunii św. spośród obecnych (Communicantes, w skrócie C).
Różnice w poszczególnych diecezjach były bardzo duże: na południowym wschodzie – najwyższa frekwencja, a na północnym zachodzie – najniższa. Podobnie wysoka była w dekanatach wiejskich, a niska w dekanatach wielkomiejskich.
W naszej parafii jest 3012 wiernych, chociaż zameldowanych jest 3704 osoby. Z tej liczby wiernych zobowiązanych do uczestnictwa w Mszy św. jest 82 proc., czyli 2470 osób.
W 2014 r. było obecnych 1493 osoby, czyli 60 proc. wiernych. Z pośród tych osób do Komunii św. przystąpiło 42 proc., czyli 625 wiernych. W tej liczbie było 847 kobiet (D) i 419 (C), czyli 49,5 proc. Mężczyzn było 646 (D) i 206 (C), czyli 31,9 proc.
W ubiegłym roku 2015 było już trochę gorzej. Obecnych (D) było 1414, czyli 57 proc. wiernych, natomiast (C) 580, co stanowiło 41 proc. W tej liczbie było 830 kobiet (D) i 377 (C), czyli 45,4 proc. Mężczyzn było 584 (D) i 203 (C), czyli 34,8 proc.
Rok obecny 2016 mam możliwość przedstawić bardziej szczegółowo, z podziałem na poszczególne miejscowości.
W Jerzmanowicach, w których mieszka 2751 osób, było 946 (D), 435 (C), czyli 46 proc.
Kobiet było 543 (D), 292 (C), czyli 53,7 proc.
Mężczyzn było 405 (D), 141 (C), czyli 34,8 proc.
W Łazach, w których mieszka 507 osób, było 159 (D), 59 (C), czyli 37,1 proc.
Kobiet było 98 (D), 41 (C), czyli 41,8 proc.
Mężczyzn było 61 (D), 18 (C), 29,5 proc.
W Gotkowicach, w których mieszka 446 osób, było 166 (D), 58 (C), czyli 35 proc.
Kobiet było 104 (D), 39 (C), czyli 37,5 proc.
Mężczyzn było 62 (D), 19 (C), czyli 30,6 proc.
Łącznie w br. w całej parafii było 1273 obecnych (D), czyli 51 proc. wiernych, natomiast (C) 550, co stanowiło 43 proc.
Kobiet było 745 (D) i 372 (C), czyli 50 proc.
Mężczyzn było 528 (D) i 178 (C), czyli 33,3 proc.
Niestety, następuje spadek frekwencji na Mszach św. Powody mogą być różne, np. wyjątkowo zła pogoda w dniu liczenia wiernych. Jednak oprócz dbałości o troski materialne, cała wspólnota parafialna musi znacznie więcej zadbać o sprawy duchowe.
Na tle całej Diecezji Sosnowieckiej nie wypadamy źle; przykładowo w 2014 r. średnio w całej diecezji do Komunii św. przystąpiło 11 proc. uczestniczących w Mszy św., gdy tymczasem w naszej parafii było 42 proc.
Według badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK), w ciągu 20 lat nastąpił wzrost zaangażowania w życie wspólnot parafialnych z 4 do 8 proc.. Sądzę, że nasza parafia nadąża za tymi tendencjami.
Wiele osób jeszcze pamięta czasy sprzed pół wieku i wcześniejsze, przed II Soborem Watykańskim, gdy w niedzielę i święta kościół był przepełniony do granic możliwości, a część wiernych nie mieściła się w kościele. Kapłan kilkakrotnie nawoływał, aby wszyscy zbliżyli się do prezbiterium w celu pomieszczenia większej ilości osób. Ks. Józef Krzykawski poważnie planował powiększenie kościoła. Nie było wówczas jeszcze kaplicy w Łazach i Gotkowicach, była tylko jedna Msza św. o godz. 8:00 i Suma o 11:00, do Komunii św. można było przystąpić tylko na czczo. Dlatego po południu były tylko Nieszpory. Wszyscy parafianie przybywali pieszo, gdyż samochodów w tamtych czasach nie było, a drogi bywały zabłocone, szczególnie po roztopach wiosennych, natomiast w zimie nie było odśnieżania zawianych dróg gminnych. Zdarzało się, że osoby starsze przeliczały się ze swoimi siłami na parokilometrowej trasie i z powodu paru odpoczynków przychodziły do kościoła już na „Pater Noster” (Ojcze Nasz). Frekwencja jednak była bez porównania większa.
Możemy tylko mieć nadzieję, że dzięki wysiłkom całego duchowieństwa, ten spadek frekwencji zostanie zatrzymany i że nigdy niedojdzie do podobnej sytuacji, jaka zaistniała w Europie Zachodniej. Tam, zarówno Kościół Katolicki, jak i Protestancki stracił znaczny procent swoich wyznawców. Poszczególne parafie ulegają rozwiązaniu, budynki kościelne są przystosowane do celów świeckich, np. są przerabiane na domy mieszkalne, sale sportowe, kluby itp. Laicyzacja tych krajów zaszła naprawdę daleko. Wyspecjalizowane firmy skupują wyposażenie kościołów, naczynia liturgiczne, obrazy posągi , które następnie sprzedają do Ameryki Południowej, do Afryki.
Jednocześnie, w związku z pobytem tam wielu przybyszy z Afryki i Azji wyznania islamskiego, którzy gorliwie przestrzegają zasad i praktyki swej wiary, na zachodzie Europy buduje się dużą ilość meczetów. Dziedzina wiary nie znosi pustki, będzie wypełniana innymi poglądami. To jest proces może powolny, ale definitywnie zmierzający do utraty tożsamości Europy.
Nasza wspólnota parafialna ma do spełnienia ważną cząsteczkę zadań wynikających z naszej wiary katolickiej. Dbajmy o obecność naszą i naszych najbliższych na coniedzielnej Mszy świętej. Budujmy Wspólnotę Parafialną i razem wzrastajmy w wierze.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

Łazy – 73 lata później.

 

Z inicjatywy samorządu i społeczności Łaz nastąpiło kolejne uczczenie 73 rocznicy pacyfikacji tej miejscowości. 16 lipca została odprawiona Msza św. w kaplicy pod wezwaniem Ducha Świętego w Łazach, w intencji ofiar tej tej pacyfikacji.

Uroczystość tę celebrował ks. Prefekt Jacek Piwowarski, nadając jej charakter nie tylko głęboko religijny, ale również wzniosły, patriotyczny.

Została już tylko garstka uczestników tych przeżyć, wśród nich m. in. Pan dr Czesław Żurowski.

Ponad dwa miesiące temu została pochowana ś.p. Mieczysława Sarota, primo voto Gzyl, która w czasie pacyfikacji została 23 – letnią wdową po bestialsko zamordowanym mężu Edwardzie Gzylu, który osierocił również maleńką córkę.

Frekwencja wiernych na tej Mszy św. świadczy jednak o tym, że młodsze pokolenia są już bardziej obojętne na te wydarzenia . Koniecznie więc przy takich okazjach należy przypomnieć czasy okupacji, a zwłaszcza ten szczególny rok 1943, bo czasy teraz są co raz bardziej groźne i niespokojne. Nie mamy żadnej gwarancji, że tego typu nieszczęścia już nigdy nas nie nawiedzą, jakie wówczas przeżywaliśmy.

Ale wróćmy do tych okropnych czasów.

13 kwietnia 1943 r. Niemcy ogłosili, że odkryli masowe groby w Katyniu 4143 polskich oficerów zamordowanych w kwietniu w 1940 r. przez władze Związku Radzieckiego.

W niemieckiej gadzinówce „Goniec Krakowski” mogliśmy codziennie przeczytać kolejną listę 2815 nazwisk zidentyfikowanych oficerów na podstawie nieśmiertelników. To byli nie tylko oficerowie zawodowi, ale również osoby zmobilizowane, posiadające stopnie oficerskie: naukowcy, inżynierowie, ekonomiści, lekarze, prawnicy i inni. Chodziło o zniszczenie całej elity narodu, przez stosowanie selekcji negatywnej.

Gdy gen. Władysław Sikorski zwrócił się w 1941 r. do Stalina z pytaniem: co się dzieje z 15 tys. oficerów uwięzionych w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku , o których od 1940 r. nie ma żadnych wiadomości ?

Usłyszał odpowiedź : może uciekli do Mandżurii ?

Dopiero przyznanie się do winy nastąpiło w 1990 r. gdy prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow wręczył listę tych jeńców prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, a dekret NKWD o ich zamordowaniu prezydentowi Lechowi Wałęsie wręczył w 1992 r. prezydent Rosji Borys Jelcyn.                                                                                                                                    Natomiast 4 lipca 1943 r. nastąpiła katastrofa lotnicza w Gibraltarze, w której zginęło 16 osób, w tym Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, gen. Władysław Sikorski, wraz córką Zofią, z gen. T. Klimeckim i kilku wysokiej rangi oficerami. Naczelny Wódz wracał z kilku tygodniowej inspekcji polskich sił na Bliskim Wschodzie. O tej żałobie narodowej już wiedzieliśmy przed pacyfikacją w Łazach z Biuletynów Informacyjnych AK, które były kolportowane przez Akowców, m.in. przez mojego starszego brata Józefa i jego kolegów z Gotkowic : Stanisława Sygulskiego, Andrzeja Siudego i Stanisława Woźniaka.

Następnie, 11 lipca 1943 r. rozpoczął się masowy mord Polaków na Wołyniu przez następnych sąsiadów, przez nacjonalistów ukraińskich. O tym dowiadywaliśmy się od osadników przedwojennych z naszego regionu, którym udało się wydostać z Wołynia. Ocenia się, że przez zadawanie okrutnych tortur wymordowano ok. 100 tys. Polaków, bez względu na wiek i płeć.

Codziennie nadchodziły wiadomości o nowych niemieckich pacyfikacjach, nie tylko w Łazach i   w Radwanowicach, gdzie zamordowano 30 osób, w Kaszowie – 30 osób, w Liszkach – 32 osoby, w Sułkowicach i Harbutowicach – 26 osób.    W każdej miejscowości były osoby zaprzysiężone do Armii Krajowej, czy Batalionów Chłopskich i tylko zależało od tego, czy jakiś konfident, czy zdrajca o tym nie doniósł do władz okupacyjnych, lub czy ktoś nie został złamany torturami w czasie przesłuchania. W Łazach, pod koniec 1944 r. do AK należało już 25 osób: Mieczysław Gach, Bolesław Gach, Mieczysław Gacek, Edward Feliks, Mieczysław Florczyk, Stefan Krzystanek, Jan Pogan, Stanisław Pogan, Mieczysław Mirek, Stanisław Nowiński, Stanisław Sroka, Henryk Śladowski, Andrzej Tucharz, Edward Tucharz, Stanisław Tucharz, Stefan Tucharz, Władysław Tucharz z Zapustów, Władysław Tucharz z Jawora, Tadeusz Żurowski, Maria Gzyl, Stanisława Mirek, Maria Papiz, Piotr Gach, Józef Mirek i Wojciech Siudy.

Łazy zostały uratowane tylko dlatego, że żadna osoba torturowana nie zdradziła przynależności osób do organizacji konspiracyjnych.

W tym czasie również nastąpiło nasilenie przymusowych wyjazdów do pracy niewolniczej w Niemczech i Austrii. Z każdej miejscowości zabierano dziesiątki młodych osób, w tym wielu z łapanek, których większość już nigdy nie wróciła. Polacy byli pozbawieni wszelkich praw i okupant niemiecki mógł zabijać bez żadnych wyroków sądowych. Wydawało się, że już nie ma ratunku, że zagłada jest nieunikniona.

W kościołach powszechnie śpiewano Suplikację, pieśń błagalną „Święty Boże […] zmiłuj się nad nami”, prosząc o zmiłowanie Stwórcy, który może odwrócił się od naszej Ojczyzny ?

Niech te rocznice pacyfikacji będą takim „memento”, aby zachować porozumienie w narodzie i dbać nie tylko o własny interes, ale mieć na względzie również sprawy wyższej rangi.

Zygmunt Krzystanek

 
«pierwszapoprzednia12345678następnaostatnia»

Strona 1 z 8

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 188543

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości