Jerzmanowice-Przeginia


Początek okupacji niemieckiej

      W piątek 1 września 1939 r. na Polskę uderzyły wojska hitlerowskie, rozpoczynając tym samym II wojnę światową. Jak wspomina Jan Roś -  „kiedy mieszkańcy Przegini i Zedermana przekazywali sobie tę tragiczną wiadomości, wtedy od strony Kątów, późniejszego Kogutka nadleciały 3 bombowce niemieckie, które zmierzając na Kraków ostrzelały okoliczną ludność. Wkrótce po tym pojawili się pierwsi uciekinierzy. Szli od Oświęcimia, Trzebini, Szczakowej i Chrzanowa. Po nich od strony Zawady pojawiły się następne grupy. Szli pieszo, jechali rowerami, ciągnęli wózki z dziećmi, nieliczni jechali furmankami, niektórzy pędzili nawet bydło. Wlekli ze sobą pierzyny, różne domowe sprzęty i wszystko to, co było dla nich cenne. Taka masowa ucieczka trwała przez kilka dni. W dniu 3 września przez wieś, dawnym królewskim gościńcem w kierunku Krakowa przemieszczali się polscy artylerzyści i inne rozbite jednostki polskie. Dzień później dotarła do wsi wiadomość, że Niemcy są w Pilicy i posuwają się szybko w kierunku południowo-wschodnim. Wobec tej informacji większość uciekinierów zgromadzonych w chłopskich zagrodach rezygnowała dalszej ucieczki. Ludzie opowiadali z przerażeniem o okropnych morderstwach dokonywanych przez niemieckich żołnierzy. Wszyscy byli tym wystraszeni.
    Wspomniane przez Rosia  jednostki polskie, to zapewne oddziały 22 Górskiej Dywizji Piechoty, która wchodziła w skład armii „Kraków”. Dywizja ta zajmowała pozycje obronne w rejonie Olkusza, ale pod naporem wojsk niemieckich zmuszona została do odwrotu, który miał miejsce w nocy z 4 na 5 września. W tym miejscu należy wspomnieć, że prawdopodobnie oddział tej dywizji w nocy 5 września idąc od Zawady zatrzymał się w lesie „Jaśkówek”, od strony Przegini. W tym lesie żołnierze okopali się w celu podjęcia walki z nadciągającymi od południa siłami wroga, które znajdowały się już niedaleko.  Nad ranem 5 września spod Alwerni wyruszyła niemiecka kolumna Lubbego która miała zadanie poprzez Zalas, Rudawę i Bębło osiągnąć rejon na południe od Słomnik. W tym samym czasie z rejonu Bolęcina wyruszyła kolumna płk  Degenera. Zadaniem tej kolumny było poprzez Krzeszowice, Racławice, Przeginię i Skałę także osiągnąć rejon Słomnik.

Jak podają wojskowe źródła niemieckie „...kolumny posuwały się bardzo powoli z powodu napotkania licznych zatorów, niesłychanie złych dróg oraz potyczek z nieprzyjacielem -  obok Zalasu i na południe od Rudawy (kolumna Lubbego) i przy Krzeszowicach (kolumna Degenera). Po przejściu drogi Krzeszowice-Kraków problemy drogowe jeszcze bardziej się powiększyły. Liczne zasieki, głębokie i wąskie  piaszczyste drogi, strome podjazdy i wszechobecny pył czyniły marsz niezwykle uciążliwym. Wynikiem [tego] było kumulowanie się pojazdów na drodze i trudne do usunięcia korki. W Krzeszowicach powstał olbrzymi korek spowodowany skrzyżowaniem się naszego ruchu z ruchem 8 dywizji piechoty. Dopiero osobista interwencja dowódcy dywizji spowodowała usunięcie zamieszania i od godz. 1430 ruch odbywał się już normalnie. Ponieważ straż przednia kolumny Degenera, która powinna podążać przez Racławice, Przeginię do Skały, skutkiem trudności drogowych ledwo się poruszała, dowódca dywizji nakazał skierowanie głównych sił [w tym 15 pułku pancernego, sztabu dywizji i 77 oddziału rozpoznawczego] przez Olkusz do Skały. Wieczorem doszło do potyczek z nieprzyjacielem obok Bębła (kolumna Lubbego), Skały (8 oddział rozpoznawczy) i Przegini (kolumna Degenara). W nocy z 5 na 6 września nasze oddziały osiągnęły następujące rejony: Kolumna Lubbego - Bębło; kolumna Degenera i 8 oddział rozpoznawczy Nową Wieś, [chodzi tu o Wielką Wieś] 2 km na wschód od Skały; 15 pułk pancerny, 77 oddział rozpoznawczy i sztab dywizji – Sułoszową”.  
Do powyższego  opisu należy dodać, że grupa marszowa  pułkownika Degenera, która  przemieszczała się przez Racławice i  Przeginię składała się z 14 pułku strzelców; I Batalionu 31 pułku czołgów; II Dywizjonu 116 pułku artylerii zmotoryzowanej]. Wojska te wchodziły w skład 5 Dywizji Pancernej, dowodzonej przez gen. Vietingoffa. Wobec takiego rozwoju wydarzeń i przewagi wroga, ukryta w „Jaśkówkach” jednostka polska nie podjęła walki. Oddział uległ rozwiązaniu. O liczebności wojsk hitlerowskich, jakie przemieszczały się przez Racławice-Przeginie, świadczy fakt, że szły one  przez  dwa dni i dwie noce. .
     Kiedy 5 września do Przegini wkroczyli niemieccy żołnierze niektórzy mieszkańcy wioski witali ich kwiatami, sądząc, że są to sojusznicy – Anglicy i Francuzi. Takie przypadki były też w Racławicach i innych miejscowościach. Według Józefa Domagały z Mysłowic, byłego żołnierza Armii Krajowej, takie zachowanie się ludności  było wynikiem celowego, zorganizowanego  działania  dywersantów niemieckich. Oni to będąc w tłumie uchodźców umacniali nastroje panicznej ucieczki i rozpowiadali nieprawdziwe wiadomości, o tym, że idą za nimi wojska angielskie i francuskie.
    W wspomnieniach niemieckiego żołnierza z 77 oddziału  rozpoznawczego znajdują informacje o takim nietypowym zachowaniu się ludności. Są także przedstawione trudności komunikacyjne, z jakimi borykały się wojska hitlerowskie przemieszczające się przez okoliczne wioski. Pod datą 5 września autor wspomnień zanotował  „...podążamy w góry, które coraz bardziej nas otaczają. Wąskie i grząskie drogi trudne lub niemożliwe do przebycia prowadzą nas do nieopisanie brudnych galicyjskich wsi. Gęsty kurz we wszystkich kolorach, od białości do nieprzejrzystej cegielnianej czerwieni utrudnia widoczność. Jazda nocą staje się męką. W tym krajobrazie pokazuje się, co wszystkich napawa zdziwieniem, łatwowierność i spontaniczność polskiej ludności. Sztab naszej 14 dywizji piechoty w jednej z takich wsi był przyjęty niezwykle uroczyście. Na nasze pojazdy rzucano ciągle wiązanki kwiatów a kieszenie były pełne owoców. W pewnym momencie kierowca jednego z transporterów w podzięce rozwinął flagę  [ze swastyką i zaczął nią powiewać. Kiedy to zobaczono], kwiaty rzucono na ziemię, a mężczyźni i kobiety rozbiegli się do swych domów z krzykiem. Biedacy wzięli nas za Anglików.  Na drogach widziało się długie kolumny uciekinierów. W czasie naszego przejazdu chłopi stali w polu bezradnie ze swoimi zaprzęgami. Na wozach widziało się ubogi dobytek i płaczące kobiety ze swymi dziećmi. Krzeszowice, Olkusz, Sułoszowa [przez] które przejeżdżaliśmy były w dużej części wyludnione. Świnie i gęsi wałęsały się wszędzie między domami. Po prawej i lewej stronie drogi widoczne były skaliste góry. Tutaj Galicja jest przepiękna. Trudno sobie wyobrazić, co stało by się gdyby na naszą wypełnioną pojazdami drogę z tych gór otwarto ogień z karabinów maszynowych. Na szczęście do tego nie doszło. Kilka kilometrów przed nami jest paląca się Skała. Wzbijające się płomienie oświetlają ciągnące się na wschód kolumny swoim niespokojnym światłem”. .
    Powróćmy jeszcze do 5 września, by wspomnieć, że kiedy przed domem Józefa Mirka w Przegini zatrzymały się pierwsze wozy pancerne, to z jednego z nich wyszło dwóch żołnierzy i oddało strzały do dwudziestoletniego  głuchoniemego chłopaka z rodziny Rosiów. Była to pierwsza ofiara hitlerowskiego terroru w Przegini. Kiedy wojska hitlerowskie napadły na Polskę, to obronie Ojczyzny stanęło także wielu przegińskich chłopów, będących w szeregach wojska polskiego. Niestety dokładne ustalenie ich liczby nie jest możliwe. Znamy natomiast nazwiska, tych żołnierzy, którzy polegli we wrześniu 1939  r. Byli to: Tadeusz Glanowski, Stanisław Rogóż, Władysław Pęgiel, Marian Skotniczny i Bartłomiej Syguła. (K. Tomczyk, Dzieje wsi i parafii Przeginia, Kraków 2008, s. 139-142).

 
Józef Pogan – literat z Jerzmanowic i Będkowic

 pogan Mija 25 lat od śmierci Józefa Pogana członka Związku  Literatów Polskich, któremu zawdzięczamy opis dziejów Jerzmanowic i Będkowic w początkach XX wieku. Autor powieści „Ugory” i „Na głodnym zagonie” urodził się 30 stycznia 1905 r. w Jerzmanowicach. Jego rodzice posiadali 6 morgowe gospodarstwo i mimo pracowitości żyli ubogo, jak zdecydowana większość mieszkańców wsi.  Z jego wspomnień wynika, że pierwsze buty otrzymał dopiero gdzieś około ósmego roku życia. Cała liczna rodzina musiała się pomieścić w jednej izbie i taki standard życia panował w zaborze rosyjskim, ale gdy miał 9 lat  zaborca rosyjski został zastąpiony austriackim, co ze względu tocząca się pierwszą wojnę światową nastąpiło jeszcze większe pogorszenie losu wszystkich mieszkańców.


Młodość i edukacja

 W dzieciństwie słuchał opowieści starszych ludzi o rozgromieniu powstańców na Zamku w Pieskowej Skale w 1863 r., gdy jego pradziadek był karbowym we dworze. Gdy miał 11 lat, rodzice zapisali go w 1916 r. do prywatnej szkoły prowadzonej przez Andrzeja Derejskiego, gdzie wraz ze starszym bratem rozpoczął naukę na wspólnym elementarzu. W tej szkole panowała bardzo ostra dyscyplina i uczniowie w celu uniknięcia bicia w „łapę” aż do zapuchnięcia dłoni pilnie się uczyli i kłaniali w pas nauczycielowi. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. w Jerzmanowicach powstała czteroklasowa  szkoła rządowa, w której Józef Pogan rozpoczął naukę od III klasy. Czwartego oddziału już jednak nie ukończył, ponieważ rodzice uznali, że skoro już potrafi czytać książeczkę do nabożeństwa to jego wiedza jest wystarczająca, a matka powtarzała, że „kto się zna na piśmie to się najpierw do piekła wciśnie”

Wolnego czasu nie miał jednak za wiele, ponieważ ciążyły na nim różne prace w gospodarstwie rodzinnym i był jeszcze wysyłany do pracy u zamożniejszych gospodarzy. Na odpoczynek mógł liczyć tylko podczas 1,5 km. „spaceru” z bydłem na pastwisko przy granicy Czubrowic. Pasąc krowy na ugorze miał czas na czytanie książki lub uczestnictwo w wojnie na kamienie z Czubrowiakami. Takie potyczki trwały całe lato i nasilały się w dni świąteczne, którym towarzyszyły okrzyki i wyzwiska: „Czubrowioki -olejorze !”, a w odpowiedzi było słychać „Wierzbonowioki -korpielorze !”


 Samodzielność

Po śmierci ojca starszy brat wyjechał do pracy w kopalni węgla w Zagłębiu Dąbrowskim i wówczas Józef przejął wszelkie obowiązki gospodarskie. Jednak po dwóch latach został zwolniony z powodu kryzysu gospodarczego i powrócił do domu, przejął sądownie gospodarstwo i spłacił Józefa, który po roku dorywczych prac  ożenił się z panną w Będkowicach, posiadającą 1,5 morgi pola i chatę na placu gromadzkim, gdzie przebywał przez 18 lat do r. 1945.

Tu rozpoczął się jeszcze biedniejszy okres jego życia. Całe ich gospodarstwo składało się z dwóch kóz, kilku gęsi i kur, z którymi często musieli uciekać w pole , aby uniknąć ich zajęcia przez sekwestratora za zaległości podatkowe. Józef Pogan ustawicznie poszukiwał pracy przy robotach rolnych, zarabiając latem 1 zł. za dniówkę, a 80 gr. zimą [krótsza dniówka od rana do wieczora], za co można było kupić 1 kg. cukru.

Mimo tak trudnej sytuacji życiowej zawsze znajdował czas na czytanie książek i działalność społeczną. Został prezesem Koła Młodzieży  Wiejskiej „Siew”, zorganizował amatorskie koło teatralne, został wybrany sekretarzem miejscowej OSP  w Będkowicach. Sam nauczył się mierzenia gruntów i zaczął zarabiać jako geodeta.

Bardzo duży wpływ na jego dalsze losy miało sprowadzenie się do Doliny Będkowskiej państwa Rościszewskich, którzy w latach 1932-33 zbudowali duży dom, nazwany „Szaniec”. Inżynier rolnik Lech Marian Rościszewski był wachmistrzem 3 szwadronu 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich, syn Marceliny , pierwszej Polki , która ukończyła  paryską Sorbonę.

Jego żona Janina sanitariuszka frontowa w czasie wojny z polsko-bolszewickiej , którą Piłsudski  odznaczył Krzyżem Walecznych  w 1922 r. wydała własną książkę. Zaciekawiony jej treścią  i zachęcony przez Rościszewskich, po wysłuchaniu wskazówek merytorycznych Józef Pogan rozpoczął pisanie własnej powieści. Szło mu to bardzo opornie. Dużo łatwiej natomiast poszło mu napisanie kilku wierszy, które zostały opublikowane  m.in. w „Życiu Strażackim” i „Chłopskiej Prawdzie”.

 Pierwsza powieść

 W 1940 r. rozpoczął pisanie powieści „Ugory”, co wzbudziło zdziwienie w całej wsi, bo jeszcze takiego dziwaka nie widzieli, który całymi dniami ślęczy nad zeszytem z ołówkiem.

 Mimo trudności postanowił opisać codzienne życie wsi w ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej. Pierwszą korektorką jego dzieła była J. Rościszewska, która oprócz pochwał  za treść i język dała krytyczne uwagi za chropowaty styl, wręczając mu jednocześnie 200 zł. zaliczki  przyszłego honorarium. Za zarobione pieniądze Józef Pogan mógł sobie kupić m.in. koszulę i spodnie, co wzbudziło sensację u sąsiadów, którzy nie znali pochodzenia tych funduszy. Dla uniknięcia donosu do władz okupacyjnych wystawił bratu fikcyjny weksel dłużny na kwotę 300 zł. Po solidnej korekcie państwo Rościszewscy wysłali książkę do tajnego wydawnictwa.

Dalsza jego twórczość powstała w czasach nasilającego się terroru hitlerowskiego [pacyfikacje  wsi Łazy i Radwanowic, rozstrzelanie Żydów z Będkowic w Skale, którym pomagał się ukrywać]. Po zakończeniu wojny Józef Pogan zgłosił się do Związku Literatów Polskich w Krakowie, gdzie został przyjęty na członka przez prezesa tutejszego oddziału doktora Kazimierza Wykę. W 1945 r. przeprowadził się na Śląsk i zamieszkał w Halembie, obecnie dzielnica Rudy Śląskiej, a w 1951 r. osiedlił się w Katowicach, gdzie zmarł  14 marca 1988 r. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Murckowskiej 9 [kwatera 2, rząd 8, miejsce 16].

 Zakończenie

Na szczególne wyróżnienie zasługuje powieść „Na głodnym zagonie”, w której są opisane losy poszczególnych rodzin i osób z Jerzmaowic :Habdasów, Mrozowskich, Szlachtów, Filipków, Gadaców,  Derejskich, Kurków, Sewerynów, Kozłów,  Odrobinów i innych, natomiast z Będkowic: Nowara, Mitka, Jarosz, Kanarek, Derwisz, Mirek, Półtorak, Czapla, Papiz, Cielecki, Brandys, Bińczycki, Gąska i inni. Na Śląsku w swych artykułach prasowych często opisywał zdarzenia z Jerzmanowic, Łaz, Szklar, Będkowic. Był przedstawiany jako chłop samouk z Będkowic k. Ojcowa. Ta powieść została wydana nakładem 30400 egz., ale nie w każdej bibliotece jest dostępna, w Jerzmanowicach, w Powiatowej i Gminnej Bibliotece jest osiągalna.

Zygmunt Krzystanek

 
Kilka słów o potyczce pod Szklarami

Dokładnie 150 lat temu, 5 kwietnia 1863 r. miała  miejsce pod Szklarami, jedna z wielu potyczek stoczonych pomiędzy powstańcami a wojskiem rosyjskim.  W kilku zdaniach postaram się Czytelnikom przybliżyć fakty związane z tym wydarzeniem.

Początek powstania
Powstanie styczniowe, najdłuższe i najkrwawsze z polskich zrywów niepodległościowych, skierowanych przeciwko Rosji rozpoczęło się 22 stycznia 1863 r. i trwało do wiosny 1864 r. Powstanie było planowane na wiosnę 1863 r. Chcąc nie dopuścić do jego wybuchu władze rosyjskie zarządziły tzw. brankę, czyli masowy pobór młodzieży polskiej do armii  rosyjskiej. To spowodowało, że powstanie zostało przyspieszone. Na terenie ziemi olkuskiej działania zbrojne rozpoczęły się już w pierwszych dniach lutego 1863 r. Powstańcy w krótkim czasie zajęli obszar obejmujący Zagłębie po Myszków i ziemię  - olkuską po Wolbrom i Pilicę oraz część miechowskiej po Słomniki. Niestety, po początkowych sukcesach, sytuacja powstańców znacznie się pogorszyła. Na skutek klęski pod Miechowem (17 lutego) wojska rosyjskie zajęły wyzwolony zakątek kraju. Na pomoc powstańcom przez granicę zaboru rosyjskiego przedzierały się liczne oddziały ochotnicze, rekrutujące się zaboru austriackiego. 

Przed potyczką

Jeden z takich oddziałów po opuszczeniu punktu zbornego w Siedlcu, tj. wsi leżącej w pobliżu Krzeszowic, przekroczył granice zaboru austriacko-rosyjskiego  i wieczorem 3 kwietnia, około godziny 10 wieczorem stanął obozem w lesie pod Szklarami. Rano, 4 kwietnia w Wielką Sobotę kilku powstańców udało się do wsi po zaopatrzenie. Tam zostali zaskoczeni obecnością rosyjskich żołnierzy, którzy w Szklarach mieli posterunek graniczny. Doszło do walki, w wyniku której dwóch strażników zdołało zbiec do Olkusza, a dwóch zostało złapanych i wkrótce straconych. Od tego zdarzenia powstańcy byli już pewni, że uciekinierzy sprowadzą tu siły rosyjskie i wkrótce dojdzie do starcia zbrojnego. Z tego powodu zwołano naradę wojenną, która postanowiła, że oddział zwinie obóz o godzinie ósmej wieczorem i uda się w lasy lelowskie. Jednak na godzinę przed wymarszem otrzymano wiadomość, że idą posiłki z Krakowa i dołączą do nich około godziny drugiej w nocy. Wobec takiej informacji rada wojenna postanowiła na nich zaczekać. Ta decyzja spowodowała, że duża część powstańców opuściła oddział, który stopniał z 290 do około 170-180 ludzi.

Potyczka  
Dwaj zbiegli strażnicy po dotarciu do Olkusza przekazali informacje o powstańcach znajdujących się w szklarskim lesie. Moskale (tak zwano rosyjskich żołnierzy}  zjawili się w rejonie przyszłej walki dzień później, tj. 5 kwietnia, rano. Była to Wielka Niedziela. Dowodził nimi książę generał Aleksander Szachowski. Według dowódcy oddziału powstańczego,  płk Józefa Grekowicza,  wojska rosyjskie liczyły około 500 ludzi piechoty i szwadron jazdy. Walka rozpoczęła się około godziny ósmej i  zakończyła się około godziny jedenastej trzydzieści. Niestety zakończyła się rozbiciem oddziału powstańczego. Straty powstańców wynosiły 6 zabitych i 25 rannych, których paru zmarło potem z ran w Krzeszowicach i Krakowie (wg innego źródła poległych powstańców miało być 17).  Po stronie rosyjskiej było około 40 zabitych. Powyższe dane o stratach po obu stronach  trzeba jednak traktować z pewną ostrożnością, bowiem nie ma na ten temat dokładnych danych. Dodać trzeba, że pomimo dzielnej postawy powstańców i odparciu trzech ataków, niestety 17  jeźdźców polskich zbiegło ku granicy już na początku walki, gdzie zostali aresztowani przez patrol austriacki. Pod sam koniec potyczki został aresztowany przez austriacki patrol także płk Grekowicz, który w czasie przegrupowania pozostałych sił powstańczych nieświadomie przekroczył granicę.

 Po walce  
Po rozbiciu oddziału powstańcy wycofali się nad granicę, a następnie  zdążali do Krakowa, gdzie po drodze byli wyłapywani przez patrole austriackie. Poległych i rannych powstańców  zabrano do Krzeszowic. Rannych umieszczono w szpitalu, gdzie byli leczeni przez lekarza Oszackiego, kosztem hrabiego Potockiego. Moskale po walce stanęli obozem w Racławicach, skąd kilkunastu dragonów udało się na rabunek do pobliskiej wsi Gorenice. Kilka dni po potyczce odbyła się rozprawa sądowa, która miała rozstrzygnąć odpowiedzialność dowódcy i jego oficerów za fatalny przebieg walki. Sąd wziął pod uwagę liczne okoliczności łagodzące, tj. uznał waleczność Grekowicza, stwierdzoną przez wszystkich świadków, jego młodość i brak doświadczenia. Mimo, że sąd uznał go za niezdolnego do dowodzenia oddziałem partyzanckim, to stopnia pułkownika go nie pozbawił. Natomiast tych, „którzy nie stawili się w obozie lub zbiegli przed walką uznano raz na zawsze niegodnych noszenia broni w obronie sprawy narodowej”.

Ku pamięci

Zainteresowanych obszerniejszymi  informacjami o  tej potyczce odsyłam do swej  książki „Dzieje wsi i parafii Szklary”. Zapraszam także do odwiedzenia znajdującego się w Szklarach pomnika ku czci Powstańcom Styczniowym 1863 r. wystawionego w 2005 r. dzięki staraniom ówczesnych władz gminy, mieszkańców wioski i sponsorom.Na koniec pragnę przytoczyć słowa  historyka brytyjskiego Normana Davisa: „Naród bez historii błądzi jak człowiek bez pamięci”. Niech te słowa będą dla nas przesłaniem - abyśmy  nie zatracili pamięci o naszej historii, a przez to nie utracili swej tożsamości narodowej. Aby do tego nie doszło, ważna jest znajomość dziejów naszej Ojczyzny.                                                                                                          

Kazimierz Tomczyk

01jpg

 

02jpg

 
150 rocznica najdłuższego powstania w naszych dziejach.

                              

mundur-weterana-powstania-styczniowego

Wstęp.

2013 – rokiem Powstania Styczniowego w Małopolsce – tak postanowił Sejmik Województwa Małopolskiego. Aby godnie uczcić 150 rocznicę jego wybuchu należy  przypomnieć wydarzenia  poprzedzające zachodzące w zaborze rosyjskim.
Otóż w 1840 r. władze carskie wprowadziły na terenie Królestwa Polskiego obowiązkową służbę wojskową, którą Polacy odbywali z reguły w głębi Rosji, w najodleglejszych jej zakątkach. Służba ta trwała 15 do 25 lat. Wciągu kilkudziesięciu lat wcielono do armii ok. 300 tys. Polaków, z których do domu wracał przeważnie co dziesiąty i to najczęściej jako inwalida.
W czasie takiej służby praktycznie nie było z nimi żadnego kontaktu ze względu na odległości i panujący wówczas analfabetyzm. Przykładowa informacja pochodzi z 1868 r., gdy 16 „żołnierek”, czyli żon wcielonych do wojska, z Gminy Sułoszowa, do której należała większa część obecnej Gminy Jerzmanowice – Przeginia,  zwróciła się do władz o informację o losie swoich mężów. Chciały ustalić, czy są jeszcze mężatkami, czy już wdowami, ponieważ od wielu lat nie miały żadnych wiadomości i np. Marianna Król czekała już 28 lat. W podobnym położeniu buła Marianna Bieniowa z Sąspowa i Monika Sołtysik z Gotkowic. W 1881 r. powołano z tej gminy 21 rekrutów, w tym po trzech z Łazów i Jerzmanowic, dwóch z Sąspowa. Również w następnym roku -19 rekrutów, których żegnano jak na ostateczne rozstanie.
Dopiero 1874 r. nastąpiła reforma armii: w wojskach lądowych służbę skrócono do pięciu lat, a w marynarce wojennej do sześciu lat.
Od 1905 r. aż do wybuchu pierwszej wojny światowej z całej gminy służyło 120 żołnierzy. Zachowały się informacje z 1874 r. na temat losu wysłużonych żołnierzy, których na terenie gminy było jedenastu, którzy po długoletniej służbie byli całkowicie wyalienowani ze społeczeństwa. Poza tym, zdymisjonowani żołnierze jeszcze przez pięć lat podlegali mobilizacji i w tym czasie związek małżeński mogli zawierać za zezwoleniem naczelnika powiatu, pomimo że zbliżali się do pięćdziesięciu lat. Kilku z nich posiadało krzyże „za uśmierzenie Czerkiesów”, a Jan Piwowarczyk był kawalerem Krzyża św. Anny za 20 letnią służbę. To było dowodem, że musieli wojować z walecznymi narodami Kaukazu, a wielu z nich walczyło na Krymie, a nawet w Mandżurii. Dodać należy, że koszty poboru rekrutów i ich ubrania, składającego się z kożucha, spodni, butów, onuc i baszników musiała pokryć gmina.

 

Reakcja Polaków na ucisk zaborcy.
Właśnie w styczniu 1863 r. zapowiedziano kolejną, dużą  „brankę” naszej młodzieży.
Rozpacz i dążenie do zemsty na nieprzyjacielu było powodem wybuchu powstania, mimo znikomych szans jego powodzenia. Uczestniczyło w nim około 200 tys. osób, jednak jednocześnie nie więcej niż 30 tys. Z powiatu olkuskiego, do którego należała Gmina Sułoszowa, tylko w czerwcu 1863 r. zbiegło do oddziałów powstańczych 46 osób. Wśród nich był Jan Bieńczyk z Sąspowa, oraz Stanisław Smurzyński, oficjalista z Pieskowej  Skały.
Powstańcy stoczyli ok. 1200 bitew partyzanckich, w których poległo ok. 30 tys. powstańców, około  tysiąca zostało straconych, zesłanych na katorgę 38 tys., natomiast 10 tys. zdołało wyemigrować. Do odzyskania niepodległości, w 1919 r. przeżyło 3644 weteranów, natomiast  70  rocznicę wybuchu powstania czciło ich tylko 365. Jeszcze oddział powstańców uczestniczył w pogrzebie marszałka Józefa Piłsudskiego, a ostatni, Feliks Bartczak  zmarł w 1946 r. Jak bardzo doceniały polskie władze, wraz całym społeczeństwem, bohaterstwo weteranów niech świadczą następujące fakty: w 1919 r. wszyscy zostali awansowani do stopnia podporucznika z dożywotnią pensją, a 1922 r. otrzymali specjalne mundury. Każdemu weteranowi jako pierwsi salutowali wszyscy wojskowi, łącznie z generalicją. Nowe odznaczenie wojskowe, Krzyż Niepodległości z Mieczami zostało ustanowione 29.10.1930 r. dla tych, którzy walczyli z bronią w ręku o niepodległość przed pierwszą wojną światową.
Monitor Polski nr 260/1930 informuje, że ppor. Jan Bieńczyk z Sąspowa otrzymał takie odznaczenie. Jest to więc następna postać historyczna  z Sąspowa, bo pierwszą był w XV wieku vicerektor Akademii Krakowskiej – wybitny teolog Maciej z Sąspowa. W latach 1930-38 nadano takich odznaczeń 1816, w tym 323 pośmiertnie. Warto nadmienić, że również władze rosyjskie doceniły swoich żołnierzy walczących  z powstańcami, nadając 370 tys. medali za stłumienie polskiego buntu [za usmierenie polskogo mjateża].
Dwóch polskich oficerów, biorących udział w bitwie pod Szklarami – również doczekało   się odzyskania niepodległości, a mianowicie: rotmistrz kawalerii narodowej [kapitan] Jan Newlin Mazaraki, który walczył do marca 1864 r. w wielu bitwach, trzykrotnie ranny, dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego z 5.05. 1921 r. został udekorowany Krzyżem Virtuti Militari . Urodzony w 1840 r. zmarł 4.05.1922 r. Był autorem pamiętników, dzięki którym znamy przebieg walk, w których brał udział, m.in. pod Szklarami. Następnym oficerem był jego młodszy brat, porucznik pułku jazdy, Aleksander Mazaraki, urodzony w 1842 r. , zmarł w 1920 r.

Zakończenie.
Kończąc, pragnę przytoczyć wiersz potwierdzający partyzancki sposób walki powstańców z wojskiem rosyjskim. Wiersz ten zapamiętał jeszcze ze szkolnych lat kombatant Armii Krajowej ś.p. Władysław Skotniczny ze Szklar, z którym swego czasu dokonywaliśmy oględzin terenu, na którym była stoczona bitwa pod Szklarami.

Co mówili Moskale o powstańcach ?

Ci powstańcy ze wsi boru
Palą ognie wśród wieczoru,
Przekradają się lasami,
Już za nami, ju

ż przed nami.
Mówi Moskal: ej to bieda,
Że się Polak chwycić nie da,
Złapiesz Turka – to go trzymasz,
Tu garść ściśniesz, a nic nie masz.
Rozpędź, pobij, zakuj w dyby,
Już wyrosną ci jak grzyby.
Ci powstańcy ze wsi boru
Palą ognie wśród wieczoru,
Przekradają się lasami,
Już za nami, już przed nami.


                                     Zygmunt Krzystanek

p1030389

p1030391

 
Incydent Jerzmanowicki

Mija właśnie 20 lat od pamiętnego wydarzenia. Nadal pozostaje w naszej pamięci dzień 14 stycznia 1993 r. , czwartek, gdy o godz. 18:57 nastąpiły dwa wybuchy w odstępie 50 sek. na Babiej Skale w Jerzmanowicach. Efektem tych wybuchów było  wyrzucenie ok. 6 ton fragmentów skały na okoliczne budynki w promieniu 150 – 200 metrów. Siłę wybuchu oceniono na ok. 100 kg. trotylu. Zniszczeniu uległy dachy domów i budynków gospodarczych zwrócone w kierunku tego ostańca, rynny, parapety i szyby w oknach.  Jednocześnie w ok 30 domach uległy zniszczeniu urządzenia elektryczne, takie jak lodówki, pralki, telewizory, a nawet żarówki.

Babia Skała znajduje się na działkach nr 965/4, 965/5 i 971, a jej wysokość wynosi 493,5 m. n.p.m. W miejscu wybuchu nie stwierdzono żadnego leja czy krateru, co mogło by sugerować uderzenie meteorytu, składającego się zwykle: 93 % żelaza i 6 % niklu.To niezwykłe zjawisko stało się przedmiotem badań naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczo – Hutniczej, Polskiej Akademii Nauk, Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, oraz specjalistów wojskowych. Wybitni naukowcy, po uwzględnieniu wszelkich zjawisk towarzyszących temu wydarzeniu  sformułowali niestety hipotezy różnych  przyczyn tego wybuchu, a mianowicie:

Mogło to być bardzo silne liniowe wyładowanie atmosferyczne, czyli t. zw. piorun gigantyczny, przed którym nie chronią żadne zabezpieczenia techniczne. Takich wyładowań rejestruje się na całym świecie zaledwie kilka w ciągu roku. Nasuwa się tylko pytanie dlaczego ten piorun nie uderzył w najwyższy ostaniec, czyli Grodzisko [Wyjrzoł], którego wysokość wynosi 512,8 m.n.p.m.

Oprócz  uderzenia pioruna liniowego doszło następnie do uderzenia zagadkowego pioruna kulistego, w którego wnętrzu znajduje się mieszanina różnych gazów. Średnica  tej kuli może wynosić od kilkunastu centymetrów do kilkunastu metrów. Jego eksplozja następuje po zderzeniu z twardym materiałem nie przewodzącym prąd elektryczny.

Piorun liniowy tuż nad ziemią uległ rozdzieleniu: jedna jego część uderzyła w Babia Skałę, a następna w przewody linii energetycznej, co by tłumaczyło dwie eksplozje i zniszczenie urządzeń elektrycznych, w tym zatrzymania zegara elektrycznego o 18:57.

Efekty akustyczne i świetlne towarzyszące temu zjawisku nasunęły sformułowanie hipotezy bolidowej, popartej obserwowanymi błyskami i szumem przypominającym odgłos silników lotniczych. Brak jego szczątków i śladu uderzenia wytłumaczono tym, że mógł to być zbudowany ze związków węgla. Jego wybuch byłby podobny do wybuchu bomby grafitowej, powodującej przepięcia i zwarcia sieci energetycznej.

Możliwość uderzenia fragmentu jądra komety Dunlopa. Możliwość wejścia w atmosferę ziemską zaginionej przed laty planetki Apollo o symbolu 6344 P-L. Dosyć często zbliżają się do naszego globu różne ciała niebieskie, np. teraz 12 grudnia asteroida 4179 Toutatis o średnicy 5,5 km. przeleciała w odległości 7 mil. km., ale za 4 lata znów się pojawi i nigdy nie wiadomo w jakiej odległości. Czyniono również porównania ze słynnym meteorytem tunguskim, oczywiście w odpowiednich proporcjach, gdy 30 czerwca 1908 r. uległo zniszczeniu 2150 km. kwadratowych tajgi, po jego eksplozji 5 do 8 km. nad powierzchnią ziemi. Nieznany eksperyment militarny w czasach, gdy Polska jeszcze nie należała do NATO, co było przedmiotem badań wojska i prokuratury. Temu wydarzeniu został poświęcony zeszyt nr 4  Przeglądu Geograficznego z 1995 r. Mimo usilnych starań nie udało się naukowcom jednoznacznie wyjaśnić charakteru tego zjawiska, w związku z tym przyjęto nazwę „Incydentu Jerzmanowickiego”.
Jest to doskonały przykład jak rzeczywistość nas otaczająca jest bardziej skomplikowana od naszych możliwości poznawczych. Natura wykazała w sposób kpiący niedoskonałość osiągnięć naukowo-technicznych. Może jeszcze warto zauważyć, że po tym wydarzeniu w Jerzmanowicach przyszły na świat w kilku rodzinach trojaczki, które teraz są już osobami dorosłymi. Czy to tylko zbieg okoliczności ?

Na zakończenie należy dodać, że nazwa miejscowości Jerzmanowice wówczas ponownie pojawiła się w terminach naukowych, bo już wcześniej wystąpiła „ Kultura Jerzmanowicka”, gdy w latach 1956 – 63 Waldemar Chmielewski przeprowadził badania archeologiczne w Jaskini Nietoperzowej.
Znalezione kamienne ostrza liściowate obrobione bifacjalnie za pomocą techniki wiórowej w okresie 38 tys. do 30 tys. lat temu, czyli w górnym paleolcie  zostały zaliczone do tej kultury, występującej nie tylko w Polsce, ale również na terenie Anglii, Belgii i Niemiec. Te wydarzenia odnotowane przez świat nauki przyczyniają się do promowania Jerzmanowic i całej Gminy Jerzmanowice-Przeginia i nie powinniśmy o tym zapominać.  

Zygmunt Krzystanek

 

 

20121111672

      Dzisiejszy wygląd Babiej Skały

 

p1030251

                        Listopadowa tęcza dokładnie wskazuje położenie Babiej Skały         

         

p1030195

    Zagadkowa postać pobliskiego ostańca może zna odpowiedź  na to co się  wydarzyło na Babiej Skale ?                          

 
«pierwszapoprzednia1234następnaostatnia»

Strona 1 z 4

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 188549

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 58 gości