Przeginia


Kuciński, Michałek, Staszek Piekarzów.

Kuciński

Jeśli nie najbogatszy, to jeden z najbogatszych był to gospodarz we wsi (w Przegini).Tak „nieprzyzwoicie” bogaty, że starszego syna (Mietka) posyłał do gimnazjum w Olkuszu (z resztą bez powodzenia).                                      

Pamiętam jeden wieczór (popołudnie), kiedy „pomagałem” w zbiorach. Lokomobila to była akuratna, wynajęta, zaprzągnięta do młockarni i „milion” ludzi wynajętych z okolicy.    Zresztą, Kuciński dbał o postęp. Na co dzeń był w użyciu kierat, już nie wynajęty, w którym konie miałem zaszczyt poganiać. Było to jedyne urządzenie ułatwiające życie przegińskie, ale trzeba było mieć je. Jednym słowem trzeba było być „bogatym”. To też rzadko kto je miał.
W czasie okupacji wynajmowali Kucińscy Niemcom pokój (bez własnej woli), w którym Niemcy urządzli biuro pomocnicze S.A. i w którym wspólnie ze Staszkiem Bartkowym byłem przesłuchwany. Po wojnie pewnie jako „kułacy”, Kucińscy, i z tego powodu mieli kłopoty. Dobrze, że mnie wtedy w Przegini nie było. Żyje w Przegini była nauczycielka z tego rodu imieniem Zofia, którą mam na zdjęciu u Dziadka na schodach razem z Szyszkowiczem. Jest to jedyne dziecko w butach.

Michałek.

To jedyny (oficjalny) rzeźnik w ówczesnej (przedwojennej) Przegini. Z Kucińskim łączył Go kanał burzowy, co przebiegał za Michałkiem i stodołą Kucińskiego. W normalnej pogodzie Przeginia pozbawiona była rzeki, ale przy burzy kanał zamieniał się w rwący potok górski. Stąd zaraz za Michałkiem był i jest most, na nieistniejącej rzece. Michałek robił pasztetkę, ale jaką. Najlepsze były „nogawki” (tj. wypełnione smalcem końcówki). Michałek pakował swoje wyroby w stare gazety. Dziadek (organista) w opakowaniach tych  wyczytywał „swieże” wiadomości. Miał Michałek córkę – Gienię, którą kochał (chociaż w Przegini to nie było modne) i odżywiał, jak na rzeźnika przystało, musi intensywnie, bo choć młoda była pulchna.  


Staszek Piekarzów.

Staszek Piekarzów, sklepikarz, brat Wojtka stolarza a szwagier Kucińskiego był chory na raka wargi. Ciągle miał przylepionego peta do dolnej wargi, aż zachorował. Gopodarkę miał pełną ze stodołą i chlewem. Był bogaty. Syna Adolka kształcił w Olkuszu w gimnazjum. Młodszy Edmund chodził ze mną do jednej klasy. Później był redaktorem.
Pierwsza operacja wypadła Mu (Staszkowi) w Krakowie w czasie okupacji.  Po operacji nadal miał przylepionego peta aż do śmierci.
Pamiętam Go z tamtych czasów. Mama posłała mnie do sklepu po kilo cukru. A że była zima na podłodze była warstwa błota pośniegowego. Po nasypaniu cukru, upuściłem go w błoto (była okupacja, więc cukier był skarbem) zebrałem więc wszystko, razem z błotem. Mama nie była szczęśliwa, ale nic nie mówiła, rozpuściła wszystko w wodzie, wymieszała i w razie potrzeby zbierała słodką wodę z góry.


 Jerzy Jopek

 
Potyczka lotnicza - 1945 r.

Dokładnie, to ja tego czasu nie określę, ale to było chyba w styczniu 1945 r., albo coś koło tego (w każdym razie przed wkroczeniem frontu), oczywiście w Przegini. Nad Sobalową chałupą, przed stodołą, staliśmy i oglądaliśmy to piękne widowisko. Na niebie, nad polami od strony sułoszowkiej, pojawiły się śliczne aluminiowe ptaki – samoloty i zaczęly do siebie strzelać! Trwało to więcej niż 15 minut. Koziołkowały, nurkowały, jak na jakichś popisach, a to przecież była walka, walka o życie. Wydaje mi się dziś, że to było nie dalej niż ok. ówczesnego n-ru 80 (szkoła miała nr 106). Pewnie nikt z walczących nie „dostał”, ale co rusz ktoś odlatywał, żeby za chwilę wrócić z innej strony. Samoloty były oczywiście śmigłowe i nowoczesne w owych czasach . Walka trwała za stodołami. Była bardzo malownicza na tle pogodnego, mroźnego, po przegińsku niebieskiego nieba, ale w tej grupie samolotów nie widziałem ani jednych (przytoczonych przez p. Komorowskiego - ministra obrony) drzwi od stodoły. Pewnie nie walczyli z sobą „prawdziwi Polacy”, a Niemcy i Rosjanie. ie przyszło nam do głów, że takie patrzenie w górę, nad głowy, może się smutno skończyć. Ważne, że Niemcy „brali po łbach”.

Jerzy Jakub Jopek.

 
Staszek Bartków

 Ustały swobodne wędrówki młodzieży po skałach z chwilą powołania posterunku S.A. (u Kucińskich, oczywiście bez Ich woli). Siostra Romka z „Wysokiego Brzegu” (na nawsiu) służyła gdześ w Krakowie u Niemców. Musiała przecież z czegoś żyć, a przy tym unikała wywózki do Niemiec na przymusowe roboty! Nas jednak , dzieci nic to nie obchodziło i tylko została niechęć do Romka.

Był pewnie maj. Całą paczką łapaliśmy przed wieczorem chrabąszcze, aż tu idzie Romek: Rozpierzchliśmy się. Kilku ze Staszkiem Bartkowym zaczaiło się w rowie i kiedy Romek nadszedł Staszek wyskoczył, uderzył Go w głowę kamieniem, Romek upadł, a gdy się ocknął „bohaterów” już nie było. Sprawa się sypnęła. Na drugi dzień przyszli po Staszka i po mnie S.A.-mani, bo nas dwóch Romek poznał. Zamknęli nas w komórce pod stodołą. Już zaczęliśmy kombinować jak tu uciec do partyzantki (mieliśmy po ok. 10 lat) , ale czasu  brakło, bo przyszli po nas.

„Rozprawę” rozpoczął polskojęzyczny Ślązak od słów: „chtóry starsy?”. Staszek był starszy ode mnie, więc On pierwszy musiał zdjąć spodnie i wypiąć się gołym tyłkiem na przedstawicieli III Rzeszy. Lali solidnie pasem wojskowym, aż echo szło po pustej izbie.(W brew pozorom ten drugi ma gorzej, bo nie dość,że za chwtlę sam dostanie, to jeszcze musi oglądać cudzą goliznę).Z każdym uderzeniem pasa w Staszkową sempiternę docierało do mnie szybciej, że Szkopy boją się czerwonki, która zaczęła we wsi panować. Sam „sędzia” i kat w jednej osobie ułatwił mi łgarstwo, bo spytał czemu nie przyszedłem sam, jak kazał goniec.  .Odpowiedziałem, że chory byłem na czerwonkę i jeszcze jestem słaby, a blady pewnie byłem ze strachu, to  byłem wiarygodny. ”Poszwargotali” między sobą, usłyszałem   „n e i n”  i ..nie dostałem. Pan Bóg podobno każdemu dał rozum (choć czasem trudno w to uwierzyć) i wolną wolę W ten sposób wykorzystałem tę część, której nie mogli mi zabrać,bo przcież wolną wolę mi zabrali.Tłumaczyłem się w drodze  powrotnej  Staszkowi, że mi nijak, bo ja nie dostałem, ale skwitował to tak, że przecież to dobrze, że oszukaliśmy Niemców.

Chyba to prawda, że nie ma nic za darmo, bo wkrótce zachorowałem na czerwonkę. Dziś, po latach wiem, że z tym „rozumem” to byliśmy na bakier i widzę taki bilans: Polak Polakowi rozbił łeb, a temu Polakowi Niemiec tyłek sprał. Na nieszczęście (już większe) dorośli i to daleko od Przegini myśleli podobnie i w czasie wojny i po wojnie i teraz też.

P.S.1 Dziś (2009), gdy spojrzałem na zdjęciu w twarz Anieli (siostrze Romka) i jej zabójcy  na łamach opublikowanej praz  P. Tomczyka z Racławic Historii Przegini ogarnia mnie smutek i złość bezsilna! Tę dziewczynę pamiętam, to morderstwo też (popełnione w imię wilczego prawa zaborcy) ! To upiorne wspomnienie dzieciństwa poświęcam  p. Eryce Steinbach i p. Tomaszowi Grossowi. Dorzucam im bezpłatnie 6-ciu zabitych u Izdebskich i głuchoniemego „upolowanego” już 5-go września przez wehrmachtowcow (str.141 i 172 i 3 ). Oni bowiem (Gross i Steinbach) budzą ponownie rzeczywistość która, na szczęście, minęła (mam nadzieję, że po obu stronach granicy).

Jerzy Jopek, Barczewo, grudzień 2006 r.    

 
Przeginia pamięta.

Kilka miesięcy temu obchodziliśmy 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej, a przed kilkunastoma dniami - 65 rocznicę jej zakończenia. Chociaż od wojny minęło już wiele lat, to pamięć o tych tragicznych wydarzeniach pozostaje w naszym społeczeństwie wciąż żywa. Świadczą o tym liczne uroczystości upamiętniające ten bolesny dla nas okres represji i cierpień. Jedna z takich uroczystości była obchodzona 30 sierpnia 2009 r. w Przegini (gmina Jerzmanowice- Przeginia) na miejscowym cmentarzu parafialnym i była połączona z poświęceniem pomnika ku pamięci ofiarom wojen.

Po odprawieniu uroczystej mszy św., pomnik poświęcił ks. Marcin Majcher, a jego odsłonięcia dokonała Stefania Kondratowicz, która w czasie wojny przez kilka lat przebywała na robotach przymusowych w Rzeszy. Uroczystość uświetniła młodzież z Zespołu Szkół w Przegini, która pod kierunkiem nauczycieli - Lucyny Izdebskiej i Zofii Kondratowicz - przygotowała program artystyczny. Wśród licznie zgromadzonych mieszkańców Przegini i Zedermana byli też zaproszeni goście: radni gminy Jerzmanowice– Przeginia, wójt gminy Adam Piaśnik, radny powiatu olkuskiego Józef Stach, sołtys wsi Zederman Edward Rogóż oraz radni powiatu krakowskiego Tadeusz Nabagło i Kazimierz Tomczyk. Inicjatorami wybudowania pomnika byli miejscowi radni oraz członkowie rady sołeckiej, zaś autorem projektu był radny Stanisław Rogóż.

Mając przychylność ks. proboszcza Władysława Jaśkiewicza na umieszczenie pomnika na kwaterze poległych żołnierzy z czasów I i II wojny światowej, szybko udało się zrealizować ten pomysł. Należy przy tym dodać, że bezinteresowną pomocą przy jego budowie służyli następujący mieszkańcy Przegini: Andrzej Rogozik, Jan Stach, Zbigniew Rogóż, Józef Piekarz, sołtys Roman Rogóż i inni. Pomnik ku czci „Ofiarom wojen, poległym i pomordowanym” jest świadectwem, że Przeginia pamięta o swych mieszkańcach, którzy w czasie ostatniej wojny stracili życie. Pamięta także o żołnierzach niemieckich i radzieckich, którzy zginęli na terenie wsi w 1945 r. oraz austriackich i rosyjskich poległych w 1914 r. Jak wspomniałem, nasza pamięć o II wojnie światowej jest nadal żywa. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że w miarę upływu czasu sytuacja ta będzie ulegać zmianie.

Trafne są słowa   historyka brytyjskiego Normana Davisa: „Naród bez historii błądzi jak człowiek bez pamięci”. Niech zatem słowa tej sentencji będą dla nas przesłaniem - byśmy nie pobłądzili i nie zatracili pamięci, a przez to swej tożsamości narodowej. Aby do tego nie doszło, ważne jest przypominanie, nagłaśnianie i przekazywanie, szczególnie młodemu pokoleniu, prawdy historycznej o tragicznych wydarzeniach i skutkach ostatniej wojny. Tego zadania powinny się podjąć nie tylko szkoły, samorządy, władze państwowe, czy też organizacje społeczne i badacze historii, ale także my sami, bo przecież nie chodzi tu o rozdrapywanie ran, lecz o zwykłą, ludzką pamięć o ofiarach wojen, które za wcześnie i za szybko od nas odeszły. Kazimierz Tomczyk

(materiał archiwalny z 2009 r., ukazał się w Biuletynie Powiatu Krakowskiego)

 
Kat i ofiara. Przeginia 1943 r.

 

aniela

Ofiara. 3 lutego 1943 r. została rozstrzelana w Przegini Aniela Skóra, lat 20. Zginęła  z rąk żandarma Roberta Eiglera, za porzucenie pracy u Niemki w Krakowie. Aniela była zatrudniona w niemieckiej rodzinie w charakterze służącej. Gdy jej chlebodawcy wyjechali na jakiś czas do Niemiec, nie zostawili jej nic do jedzenia. Dziewczyna zmuszona była oddalić się do swego domu. Po powrocie do Krakowa zastała już Niemców na miejscu. Doszło do kłótni, w wyniku której Aniela strąciła Niemkę ze schodów i uciekła do Przegini. Tutaj ukrywała się przed policją granatową. Jak wspomina jej bratowa – po tym zdarzeniu została założona sprawa sądowa, na którą dwukrotnie Aniela nie stawiła się. Sąd orzekł, że ma zostać rozstrzelana natychmiast po zatrzymaniu. Tak się też stało. Aniela została zatrzymana,  a następnie pobita i rozstrzelana przy stodole swego domu rodzinnego. Aniela Skóra została pochowana na cmentarzu parafialnym w Przegini. 

 

eiglerzdj

 

 

Kat. Robert Eigler pochodził z Bielska. Był komendantem posterunku żandarmerii hitlerowskiej w Sułoszowie, następnie w Skale. Według oświadczenia wójta gminy Sułoszowa z 1945 r. Robert Eigler zastrzelił w Szklarach trzech nieznanych mężczyzn, prawdopodobnie jeńców Armii Czerwonej. To zdarzenie miało miejsce w 1943 r. W materiałach zgromadzonych  w  Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która mieści się w Instytucie Pamięci Narodowej w Krakowie znajduje się wiele informacji o  jego zbrodniczej działalności z czasów ostatniej wojny.                                                 Kazimierz Tomczyk

 
«pierwszapoprzednia1234następnaostatnia»

Strona 1 z 4

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 192336

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości